• Wpisów:882
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 12:58
  • Licznik odwiedzin:39 485 / 3573 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
dopadł mnie jakiś taki...kryzys końca roku. nic mi się nie chce, czekam tylko na ten 2016,żeby znów zacząć pewne rzeczy od początku, pewne poprawić, a pewne po prostu kontynuować.
szkoda tylko, że przywitam go w pracy.
Nie wiem, niby specjalnie się zdecydowałam na nockę w sylwestra, żeby mnie ludzie nie kusili iżebym nie musiała walczyć sama ze sobą na imprezie, ale jak tak patrzę na swoje ciało to ono nie jest jeszcze gotowe na wyjście na scenę...i niewiadomo, czy kiedykolwiek będzie...
 

 
to dziwne, ale...tęsknię za domem.
okres przedświąteczny uświadamia mi chyba, jak bardzo jestem samotna.
w dodatku na siłce ciągle trafiam na Pawła...wtf? mówił, że nie lubi tam trenować.
Powiem szczerze, że też nie przepadam za tą siłownią, ale na mojej ulubionej nie ma wifi, a bez internetu i yt nie zrobię kardio.
no w każdym razie, udawanie, że się nie znamy cudownie nam wychodzi
  • awatar Bezpośrednio: Paweł musiał jednak polubić to miejsce z jakiegoś powodu, hehe
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
ło kierwa, nieźle zarabiam teraz w tym korpo. także na razie nigdzie isę z mordoru nie ruszam:-P
 

 
widzę, że długo mnie tu nie było.
cóż, mam roztrojenie jaźni: studentka, korposzczur i fitnesska w jednym

czas mija niesamowicie szybko, już prawie grudzień!
na uczelni idzie tak sobie, szału nie ma. trochę brakuje mi tłumaczeń w większej ilości, bo to co teraz mam to cyrk na kółkach i śmiech na sali. no ale, i tak chcę to tylko pchnąć.

2 tygodnie temu byłam w londynie. bardzo mi się spodobał. coś tak czuję, że sobie w nim pomieszkam
a byłam u mojej przyjaciółki.
tak wiec, jak wspomniałam, Londyn był cudowny, ale pobyt już nie. był bardzo...dziwny.
jak już wspomniałam, przyjechałam do mojej przyjaciółki tylko że ona musiała wtedy pracować, więc czas musiałam sobie organizować sama lub Anna komuś powierzała ten obowiązek. trochę lipa, bo przyjechałam do niej, a nie do jej znajomych i pożal się boże kochanka. no i często mnie też wkurzała kupując mi drogie prezenty i wmuszając jedzenie w knajpach. serio, jak nie chciałam zjeśc to robiła sceny. a zważywszy na fakt, że nie jadam w knajpach to chodziłam jak przyćpana (za dużo "syfu"
no bo właśnie, Anna ma kochanka...i to zupełnie nie rozumiem, co ona w nim widzi.
Jej chłopak jest świetny. miły, inteligentny, przystojny...tylko problem się pojawił, gdy wkradła im się rutyna do związku. wtedy w jej życiu pojawił się ten...no nazwijmy rzecz po imieniu- burak.
jej kochanek wygląda jak typowy polak cebulak. jest stary, ma piwny brzuch i jest strasznie gburowaty, wszystko wie najlepiej, ciągle szydzi...br..no typ nie do zniesienia, a musiałam z nim spędzić masakrycznie dużo czasu, bo Anna się z nim widywała po pracy, więc po tych knajpach truli mnie we dwoje. aha, a później wpadła na genialny pomysł, że chce, żebyśmy u niego nocowali. to był dla mnie najgorszy i najbardziej męczący wieczór...niestety, na wieczorze się nie skończyło, bo następnego dnia byłam zmuszona do zwiedzania z nim miasta.
  • awatar pomme, poire ou persil?: @lady_in_black: co ona we nim widzi? wg niej gość traktują ją "jak księżniczkę": wysłuchuje, przynosi obiadki do pracy, kupuje jej drogie prezenty i podobno jest lepszy w łóżku. nie no, ja tam musze pomieszkać, nie ma innej opcji xD
  • awatar lady_in_black: też jej nie rozumiem. może chciała przeciwieństwo? :) przynajmniej Londyn Cię zainspirował ;) xoxo
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
no i wydałyśmy Grankę za mąż.
dawno nie byłam na weselu, z 3 powodów:
-nigdy nie miałam z kim
- nie znoszę disco polo na trzeźwo
- nie mogę się ani nażreć ani spić przez wieczną dietę związaną z fitnessem.

no ale, tym razem nie miałam wyjścia, musiałam iść.
pierwszy problem- partner.
Początkowo miałam iść z Pawłem, ale mnie wystawił. Na siłę poszłam z kolegą z pracy.
Tylko lipa, bo on chyba poczuł miętę. chociaż mam nadzieję, że tym razem się mylę

Wracając do wesela, nawet się wybawiłam. tylko Jose (mój partner) zaczął mnie irytować. nie mogłam się normalnie integrować z moimi znajomymi, bo nie chciało im się mówić po angielsku, więc byłam pomiędzy nimi, a Jose (on nie mówi po polsku, z Pawłem by nie było tego problemu).
później zaczęło mnie wkurzać to,że żadne z nas nie miało auta i byliśmy zdani na łaskę pozostałych gośći (a Paweł ma tę swoją "korolkę".
dobra, zaczęła się impreza, ja się napiłam i poszłam w balety...szkoda, że swojego partnera musiałam na siłę wyciągać.
kolejny problem narodził się z powrotem. mieliśmy ciulowy dojazd- albo bus przrd 14 albo pociąg o 20. stwierdziłam, że bus jest za wcześnie- chciałam się jeszcze nacieszyć znajomymi na "poprawinach" no i ekhm...trochę źle się czułam.
w efekcie zdecydowałam się na pociąg i czekaliśmy na niego u Granki (naszej pani młodej), w końcu mnie zaprosiła:-P. tylko oczywiście tu pojawił się problem z Jose, który mi przeszkadzał.
bo przy stole dyskutowałyśmy po polsku i się nudził, było to bardzo wyraźnie widać. Później w sumie mama Granki zaczęła na siłę nas swatać....eh...te mamy.
w sumie miał średni humor, dużo narzekał, a to mnie wkurza...
już miałam dość, chciałam wracać do domu i się wyspać, a jak na złość pociąg się spóźnił. w pociągu musiałam wysłuchiwać, jaka to szkoda, że nie pojechaliśmy ani busem ani że się z nikim nie udało zabrać, że niepotrzebnie płacilismy za bilet (kanarów nie było), że w ogóle powinni nam zwrócić hajs, bo się pociąg spóźnił, że nie zdąży na trening....argh...!
  • awatar pomme, poire ou persil?: Freudunia, miałam do wyboru albo on albo sama:P. w sumie jakiego bym faceta nie wybrała to i tak byłby porównywany. już nic na to nie poradzę, za dużo mi zrobił nadzei, a później zerwał kontakt bez słowa i zachodzę, co się stało....nie daje mi to spokoju.
  • awatar freudunia: Będziesz wiedziała na przyszłość, żeby jednak pójść z bardziej zaufaną osobą na wesele ;). Swoją drogą może do kolejnego będziesz już jakimś fajnym facetem. Tak porównujesz do tego Pawła, a tyle Ci krwi napsuł (no i teraz Cię wystawił).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Z jednej strony chcialabym, zeby sie odezwal...powiedzial, ze teskni, cos w tym stylu...i przeprosil...ale z jednej strony, to sie na pewno nie wydarzy, ale zakladajac ten cud...czy naprawde bym mu wybaczyla? Pewnie tak, tylko po co?
  • awatar freudunia: Teraz Ci ciężko, ale z czasem będzie lepiej... A jak on nie chce to nie ma co tracić na niego czasu i nerwów. Trzymaj się!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
nieee, randki przez internety nie są dla mnie...i jak żyć?
 

 
o, jak dawno nie zostawiłam żadnej notatki...

no cóż, znów się rozczarowałam jeżeli chodzi o faceta. widocznie jestem skazana na samotność albo zmianę osobowości, swojego stylu życia, zachowania...
eh, życie %-)
najgorsze jest to, że teraz jest potrzebny facet, bo się moja przyjaciółka hajta i pasuje mi partner. i przez to flirtuję jak szalona. z kumplami z pracy, przez internety...to tez jest dla mnie sposób na to, żeby się dowartościować po odrzuceniu.

słaby, wiem. ale zawsze jakiś.
 

 
nie rozumiem tego faceta.
cały czas utrzymuję kontakt z Pawłem, trenujemy razem i przygotowywujemy się na wiosnę (które to już moje przgotowanie %-)?)
ale...ja bym chciała coś więcej...a on to nie wiem. wysyła mi bardzo sprzeczne sygnały.
niby ze mną flirtuje, ale jak przyszło co do czego to nic z tego nie wyszło. stwierdził, że potrzebuje więcej czasu. Kurwa, ja nie chcę, zeby mi się oświadczał tylko pokazał "Anka, jesteś dla mnie atrakcyjna". tyle
 

 
eh...mamy sinusoidę krzyżanowskiego i mamy sinusoidę kubacika:
1. bonus jest jednak od przyszłego miesiąca %). oprócz tego mam w tym miesiącu chujową wypłatę, bo laski z haerów zgubiły mój wniosek o urlop i nie policzyły wszystkiego na czas...
2. ile ja koszów dostaję od facetów to szok...się pośpieszyłam i spłoszyłam chłopa...boże, co mi odstrzeliło???!
 

 
jak spałam u Gaby to wleciał do nas jakiś obcy, duży czarny kocur.
musiałam go wziąć za pazuchę i wywalić i tym samym chyba wywaliłam pecha ze swojego życia%)

1. znalazłam dosyć szybko nowy pokoik. ładny, jak na wawę to niedrogi, fajni współłokatorzy i właścicielka spoko
2. z Pawłem jesteśmy coraz mocniej zżyci. zaufałam mu (chociaż nadal to bardzo platoniczna relacja)
3. DOSTAŁAM SIĘ NA ROMANISTYKĘ!!!!:-)
4. dostałam w mojej "kochanej"korpo bonus za produktywność (chociaż na koncie jeszcze pustka:-P)

no cóż...jak widać, po każdej burzy wychodzi tęcza:-)
  • awatar pomme, poire ou persil?: Freudunia, jak pracujesz na mordorze to na sto procent:)
  • awatar freudunia: Ooooooo jakie cudne wieści!!! No to trzymam kciuki za to, co się teraz będzie działo i z mężczyzną i z romanistyką :). W ogóle dopiero teraz zarejestrowałam, że Ty w Warszawie jesteś, kto wie, może czasem się mijamy gdzieś na ulicy :P.
  • awatar Gdzie jesteś ? Tęsknie .: gratuluję , nie mniej jednak biedny kot ..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
no więc, z mieszkaniem sytuacja wygląda następująco.
w poszukiwaniach natrafiłam na dosyć ciekawe ogłoszenie- pokój w fajnej lokalizacji i niedrogi, więc po ustaleniu przez telefon najważniejszych szczegółów pasował mi i umówiłam się na oglądanie.
jednym z najważniejszych kryteriów był brak właściciela w mieszkaniu. właścicielka twierdziła, że tam nie mieszka, więc lajt. nawet nie był taki zły.
wróciłam po urlopie, wnoszę rzeczy. zostałam przywitana przez właścicielkę, która sobie akurat...gotowała. trochę się zdziwiłam, więc podeszłam do niej i zapytałam, czy przypadkiem nie doszło do nieporozumienia. okazało się, że, że ona niby tu na razie przebywa, bo ma remont w domu...
no to ładnie, mieszkam z właścicielami, ale pojawiła się iskierka nadziei, że się w końcu wyniosą. jednak po rozmowie z przyszłym współlokatorem wyszły perełki- oni tam naprawdę bardzo często przebywają, dorzucają opłaty, a kuchenka gazowa ledwo zipie.
czarę goryczy przelała jedna karteczka, która mi umknęła (mieszkanie jest wręcz oklejone nakazami i zakazami)- żadnych gości na noc.
i zaczęły się jazdy o sprzątanie w kuchni. że niby to ja robię syf. ok, raz niedokładnie wyczyściłam kuchenkę, ale tylko raz. później autorem bałaganu był inny współlokator, ale zerwało się oczywiście mnie.
dlatego właścicielka wpadła na pomysł dodatkowej opłaty w postaci pseudo pomocy domowej, która miała nam sprzątać kuchnię, przedpokój i łazienkę i zażyczyła sobie za to 5 dych na łeba. dodatkowo, po naszej wyprowadzce owa pomoc domowa miała nam wysprzątać pokój, co kosztowało stóweczkę, a jeżeli właścielka doszła do wniosku, że usyfiliśmy ściany, to chce je odmalować i życzy sobie za to 3 stówy.
wtedy wybuchła pierwsza awantura. powiedziałam, że się w takiej sytuacji wyprowadzam i trochę niepotrzebnie zażądałam kaucji. jakbym tylko powiedziała, że się wyprowadzam to konflikt nie byłby tak ostry.

to nie koniec historii, czas na awanturę nr dwa
właścicielka nadal twierdziła, że nie sprzątam, więc...zdjęła palniki...w efekcie kuchnia stała się praktycznie bezużyteczna. jak wiadomo, kuchnia jest dla mnie najważniejszym pomieszczeniem.
no cóz, nie spinałam się z okazji, że nie ma palników i zapaliłam bez nic (tak, jest to możliwe). postawiłam czajnik, poszłam do pokoju, aż nagle....właścicielka ze swoim mężem bezczelnie wlecieli mi do mojego pokoju bez pukania, jak do siebie! zaczęli się na mnie drzeć i mi wygrażać, no absurd po prostu....
  • awatar freudunia: Ty to masz jakiś wybitny niefart, jeśli chodzi o wynajem... Pozostaje mi życzyć powodzenia w poszukiwaniu nowego lokum!
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт !: nieciekawa sytuacja...z właścicielami tak bywa...albo się trafią spoko albo właśnie nie do zniesienia. oszuści! Weź się wyprowadź stamtąd dziewczyno! bo tylko nerwy sobie psujesz!!! powodzenia :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
chyba po zawodach...brnę w to dalej i chyba (jakie chyba??) już jestem tak zauroczona, że zrobiłby ze mną co chce.
Nic na to nie poradzę, że jest 99% ideałem...i tak się zastanawiam dlaczego ja? On jest klasycznym przystojniakiem, a ja jednak...hm...no nie chcę się zbyt surowo oceniać, ale do piękności nie należę
Teoretycznie powinnam słuchać intuicji, ale ona cały czas mnie zawodzi.
Boję się jeszcze jednej rzeczy. Generalnie jestem raczej typem kobiety-żylety, a żylety miękną jak są zakochane. Boję się pęknięcia tej skorupki, bo co jak będę jej znów potrzebować?

teraz niby mam inne problemy na głowie- szybka ewakuacja z mieszkania (bo takie rzeczy się dzieją, że szok), no i rekrutacja.

generalnie teraz tyle się dzieje, że bardzo żałuję, że nie mogę prowadzić regularnie dziennika:-(
  • awatar todesfuge: wydaje mi się, że jesteś dla siebie zbyt surowa. Faceci na partnerki życiowe nie wybierają tych sztucznych, zawsze perfekcyjnie wyglądających lasek. Powodzenia :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
ja to wszędzie widzę jakieś "ale".
...
na kursie poznałam jednego faceta. umówiliśmy się dwa razy na trening, "coś tam" sobie piszemy między sobą i iskrzy...i to cholernie.
wyglądalibyśmy jak z mema "to moglibyśmy być my, ale za bardzo lubimy ciastka"%)
problem w tym, że moja babska intuicja podpowiada mi, że gdzieś tu jest haczyk, że jego intencje nie do końca są szczere.
Po pierwsze, za szybko zaczął mi się zwierzać...i to z problemów, których nie opowiada się byle komu, a już szczególnie potencjalnie przyszłej dziewczynie.
po drugie, jak zaczęliśmy się spotykać, odezwał się inny chłopak, którego poznałam na kursie. Oni się tak trochę kumplowali, co budzi we mnie duuuże podejrzenia czy aby na pewno nie jestem obiektem jakiegoś wyścigu.
  • awatar freudunia: Hmmm podobno powinno się ufać intuicji. Z drugiej strony na razie same spotkania, rozmowy itd. niczemu nie szkodzą, a jeśli rzeczywiście miałoby jednak wyjść z tego coś dobrego to dlaczego nie? Nie skreślaj go od razu :). Co do tych zwierzeń - myślę, że z tym naprawdę różnie bywa.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
z cyklu ja i wynajmowanie mieszkań.

Lenka wypowiedziała mi umowę. miałam czas na znalezienie nowego pokoju do końca tego miesiąca.
wzięłam się za szukanie jeszcze przed urlopem (14 dni temu) i wynajęłam mieszkanie, które nie było dostępne od lipca tylko od "już" (czyli zapłaciłam podwójny czynsz- za swoj "stary" pokój i za "nowy"
myślałam, że jest tego warte. pokój jest duży, lokalizacja świetna...no dobra, standard w chuj studencki, ale za niecałe 7 stów to niech będzie.
do dnia dzisiejszego...rozmawiałam z jednym z lokatorów i generalnie, właścicielka robi baaardzo często naloty.
dwa, właśnie zauważyłam dopiero dziś (!) karteczkę informującą o zakazie nocowania gości bez wiedzy właścicielki. i co gorsza, kuchenka gazowa chodzi, jakby nie mogła.
no wszystko na to wskazuje, że nie będę się czuła komfortowo w tym mieszkaniu. ja muszę mieć swobodę, a tu z tego, co widzę, to właścicielka cały czas patrzy na ręce.
  • awatar freudunia: Właścicielka dba o Wasze bezpieczeństwo :P. No to powodzenia w kolejnych poszukiwaniach!
  • awatar jeden jeden: ha ha no przecież: "kontrola najwyższą formą zaufania" ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
no i dupa...po zawodach.
mam tak zmasakrowane hormony, że w życiu nie zrobię z nimi mądrej redukcji i ładnej formy.
i niestety, teraz muszę poświęcić się ich naprawie, a potem ewentualnie myśleć o startach.

a jestem taka wściekła i rozżalona. tyle poświęciłam! tyle panienek wyprzedza mnie z formą!

chyba nie jest dane mi stanąć na scenie w błyszczącym bikini :-(
  • awatar freudunia: Na hormony nic nie poradzisz, poza leczeniem. Jak się sprawy mają?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
hm...zawsze staram się unikac wypowiadania na temat polityki. wybitnie się na tym nie znam i każda moja wypowiedź wygląda "jak mały Jaś wyobraża sobie świat". w dodatku to później rodzi dyskusję, w którym każdy na siebie naskakuje próbując przekonać do własnego światopoglądu.

ale tym razem się wyłamię.

tym razem nie głosowałam. nie miałam takiej możliwości, ponieważ mieszkam daleko od mojego miasta. chyba nawet nie powinnam miec prawa dyskusji w takiej sytuacji

no cóż, jakoś tak bez emocji do tego podeszłam, ale chyba to dobrze, że zmienilismy prezydenta. w sumie w Polsce prezydent nie ma jakiejś niesamowitej władzy, ale zawsze coś. a że Komorowski średnio się sprawdził w swojej roli (jak zresztą całe PO), to musiał ustąpić. teraz tylko musimy przetrwać letni chaos.

Mam znajomych z różnych grup i warstw społecznych. i co się da zauważyć, ci lepiej wykształceni, nieźle zarabiający, z perspektywami na przyszłośc postawili na komorowskiego. Z kolei ci zarabiający najniższą krajową z gorszym wykształceniem na dudę.
dlaczego? nie dlatego, że są tępi, ale dlatego, że zmiany wprowadzone przez PO uderzyły po kieszeni właśnie tych biedniejszych. I to ostro.
Ja rozumiem, mamy kryzys, trzeba na czymś oszczędzać, tylko szkoda, że znów na obywatelach.
Najbardziej chyba boli podniesienie wieku emerytalnego.
jeżeli ktoś pracuje umysłowo nie widzi w tym niczego złego. gorzej, jak ktos musi zasuwać fizycznie.
Niestety, pracownicy fizyczni wraz z wiekiem bardzo tracą na wartości w przeciwieństwie do pracowników umysłowych (chociaż i tu można dyskutować).
Organizm człowieka można porównać do maszyny. ciało Jana Kowalskiego pracującego na budowie po 30 roku życia już tylko "spada na wartości". Im jest starszy tym o wiele trudniej mu znaleźć pracę. po 50 r.ż. jest to wręcz niemożliwe. już na pewno nie w swoim zawodzie.
Natomiast taka Krystyna Czartoryska pracująca jako księgowa mając 30 lat na dobrą sprawę nadal zyskuje na wartości.
 

 
wiiosna wpływa na mnie baaardzo pozytywnie. mam dobry humor, raczej chodzę uśmiechnięta, mam fajny grafik na maj (tylko 3 nocki i tylko 2 bardzo poranne)....hm...może jakoś przebieduję w tej firmie do końca sierpnia?
w moim mieście można dostać fajną pracę, jak się zna języki, ale pod jednym warunkiem---> studia logistyczne.
aktualnie dla mnie jedynym wyjściem byłaby szkoła prywatna, ale kurcze, nie mam hajsu na takie luksusy.

skończę romanistykę lub lingwę. zobaczymy gdzie mnie przyjmą. na romę rekrutacje jest już w lipcu. wcześnie, ale to dobrze. w sumie wolałabym studiować tę romanistykę, bo angielski już jest na perfect, więc po co się męczyć na lingwie?

aa, ale sobie dziś strzeliłam samobója w pracy.
aktualnie strasznie potrzebują ludzi i zaproponowali nadgodziny po bardzo atrakcyjnej stawce-100 dolców za 4 godziny. dużo osób się zgodziło, bo wiadomo, kasa.
tylko ja głupia palnęłam na cały ołpen spejs, że za bardzo szanuję swój wolny czas i taka pazerna nie jestem %-). także -10 do popularności wśród pozostałych pracowników. oczywiście natychmiast się zczaiłam, że palnęłam gafę i próbowałam się jakoś wytłumaczyć, ale chyba było już za późno.
no ale cóż, taka prawda. może i mam jedną z najniższych stawek w firmie, ale nadal jest to dobre wynagrodzenie biorąc pod uwagę ile proponują inne korporacje.
  • awatar freudunia: Haha, no gafa rzeczywiście :D, ale jak jakiś czas minie to ludzie zapomną. Miło mi czytać, że taki dobry nastrój masz. Mam nadzieję, że się utrzyma jak najdłużej. Uśmiechaj się dużo i korzystaj z tego co masz!
  • awatar todesfuge: to dobrze, że jakoś zaczęło się w końcu układać. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
mam już dość. autentycznie dość. wszystko przez te pracę. nie radzę sobie na tych zmianach. w tym tygodniu miałam nocne i chodzę jak zombie. nic do mnie nie dociera.
w efekcie zgubiłam multisporta i...kartę debetową.
nosz kurwa.

jestem wykończona. i psychicznie i fizycznie.
nie tak miało być.
gdy chodziłąm do gimbazy to ktoś, zeby mnie zmotywować do nauki powiedział mi, że jak na początku jest ciężko (bo trzeba się uczyć, a nie imprezować) to później jest lekko. taki chuj %-)

mam na oku inną pracę, ale pewnie znów blado wypadnę na kwalifikacyjnej. to takie demotywujące, tak mnie to dołuje, że nie mogę znaleźć sobie nic lepszego. jeszcze jak sobie uświadomię, że są osoby, które na tym samym stanowisku zarabiają więcej to już kompletny dół.

dziś ostatnia w tym miesiącu nocka, ale z kolei do końca miecha mam na 6,co wiąże się ze wstawaniem o 4.30

czuję się fatalnie....nie mam totalnie życia osobistego. ba,nie mam nawet energii na treningi...pomijając fakt, że nie mam jak ich zrobić, bo nie mam multisporta
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
my life sucks...
to tak w skrócie. jestem życiowym nieudacznikiem i chyba czas się z tym pogodzic
 

 
znów jest coraz gorzej. nastapił bunt maszyny. ząb jak niewyleczony tak dalej głupieje, ale do tego doszedł nowy problem, według lekarzy refluks.
zaczęło się wszystko w niedzielę. połknęłam tabletkę bez przepijania. utkwiła mi w gardle. bolało całą niedzielę, przeszło tylko na chwilkę aby zaatakować ze zdwojoną siłą. w nocy wyłam z bólu.
w poniedziałek było nieco lepiej, ale nadal bolało. poszłam do lekarza, ale lekarka stwierdziła, że to nic poważnego, ból ustąpi. dostałam tylko skierowanie na usg, no-spę i jakiś lek, który miałam zacząć brać dopiero rano (halo, a co z wieczorem, mam paść z bólu??). naćpałam się tą no-spą i jakoś zasnęłam). ale następnego dnia, w pracy dostałam tak silnego ataku, że aż się dusiłam. przyjechało po mnie pogotowie, zabrali mnie na sor, podłączyli do paru kroplówek i poczułam się nieco lepiej.diagnoza- refluks. dostałam receptę na torbę leków i bierę. na pewno się czuję lepiej, ale dalej boli...
nie służy mi ta warszawka. chcę do domu, chcę znów na studia, do lublina. tylko nie tuuuu
 

 
ah, nie ma to jak l4. bo już byłam na skraju wyczerpania

skąd się wzięło wolne?
otóż od marca leczę jednego zęba. niestety, pomimo terapii antybiotykowej kanał strasznie nie chce się goić. do tego stopnia, że nawet zaczął się jego stan pogarszać, co wymagało interwencji chirurga. jak rano wstaję to mam usta jak angelina jolie.
nie ukrywam, że ciężko mi się mówi, ale chociaż tyle, że nie boli.
tylko jutro trzeba zasuwać do pracy:-(
  • awatar freudunia: Uuuuu to w takim razie zdrówka życzę!
  • awatar todesfuge: Firma outsourcingowa obsługujemy niemieckie wydawnictwa. Odczytuje maile, wprowadzam zmiany do systemu i odpisuje na maila. Umowę dostałam dziś do podpisania i mam oddać we wtorek.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
myślałam, ze znalazłam niezłą pracę. tymczasem okazuje się zupełnie inaczej. wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że naprawdę ciężko znoszę nocki, a kurde, do tej pory nie miałamtakiego problemu! już pracowałam w takim trybie i jakoś dawałam radę, a teraz jestem ledwo żywa, śpię prawie cały dzień i na nic nie mam czasu. poprawiam cv i rozsyłam po świecie, bo tak nie może być.
  • awatar freudunia: Starzejemy się to i organizm gorzej znosi nocki :). Powodzenia w poszukiwaniach!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
ponad tydzień temu stuknęło mi 23 lata. nawet nie miałam kiedy się pochwalić...
damn, jakie to dziwne. cały czas mam wrażenie, że mi życie ucieka przez palce, wiecznie nie mam czasu, gdzieś za czymś gonię i....chyba przeganiam cele.
czekam na święta, na urlop. potrzebuję odpoczynku, bo żyję na bardzo wysokich obrotach, ale to głównie przez mój brak organizacji. jestem zmęczona, mój mózg nie działa jak powinien. ciągle czegoś zapominam (np. butów na trening), no i jeszcze ta praca na zmiany wybitnie mi dezorganizuje życie.
mam tyle rzeczy do załatwienia, a nawet nie mam kiedy. w dużej mierze chodzi o mój dowód nieważny od...2 miesięcy.
no i jeszcze musze się na awf wybrać żeby pozbierać parę idiotycznych podpisików na karcie egzaminacyjnej. na szczęście nie ma ciśnienia czasowego.
niedługo jeszcze ruszam z kursem kulturystycznym, to już będzie totalny armagedon
  • awatar freudunia: Oj dużo na siebie bierzesz :). Niemniej myślę, że przy dobrej organizacji da się wszystko pogodzić, jeśli oczywiście znajdziesz też czas na odpoczynek. Sprawdza się zasada "Planuj czas na planowanie", np. w poniedziałek warto poświęcić 2h na zaplanowanie działań na tydzień czy dwa i robić to cyklicznie. Wszystkiego dobrego z okazji urodzin! :) Życzę Ci, aby układało Ci się coraz lepiej. Byś realizowała swoje plany, była zdrowa i szczęśliwa...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›